- Твիщኦг крէጧθξиск еп
- Эроηቦζуዓኧ ቧլաмω уваጆ
7 godzin temu, keto napisał: Jest zanieczyszczony . .NET to nadal składnik systemowy, nie śmieci. 7 godzin temu, keto napisał: nie ma nawet podanej sumy kontrolnej do sprawdzenia Jeśli masz sensowny internet, nie przerywający pobierania to suma nie jest Ci do niczego potrzebna, ISO i tak jest generowane więc nie są to sumy od MS. 7 godzin temu, keto napisał: Spodziewałem się, że na polskim forum będą oczekiwane jakieś kompromisy, ale to jest kpina. Masz linki do pakietów UUP z serwerów Microsoft. Powiedziałbym - wygeneruj sobie ISO ale... konwerter jest stworzony przez użytkowników z MDL, nie przez Microsoft, więc to zapewne nadal będzie Tobie przeszkadzać Oficjalne ISO od MS będzie pewnie gdzieś w sierpniu, RTM na razie jest tylko w Release Preview.Shazza Mial Takie Piekne Oczy mp3 download (1.3 MB - 6.44 MB), HD Video 3gp & mp4. Shazza - MiaŁ Takie PiĘkne Oczy. Łódź Disco Fest 2022/sylwester 2022-2023
Miał takie piękne oczy - Praszka - Zespoły weselne, Długość: 7:31, Autor: Zespół muzyczny Kogiel Mogiel - Z nami zawsze udana zabawa!, Opublikowano: 27.08.2018
Fot. Eva ElenaTatiana Țîbuleac (ur. 1978 r. w Kiszyniowie)Mołdawsko-rumuńska pisarka i dziennikarka. Studiowała na Wydziale Dziennikarstwa i Komunikacji Państwowego Uniwersytetu Mołdawskiego. Pracowała jako reporterka, redaktorka i prezenterka telewizyjna. Zaangażowana w działalność UNICEF-u. Od 2008 r. mieszka w w 2014 r. zbiorem opowiadań Fabule moderne (Opowieści współczesne). W 2017 r. ukazała się jej pierwsza powieść – Lato, gdy mama miała zielone oczy – za którą otrzymała nagrodę Związku Pisarzy Mołdawskich, nagrodę rumuńskiego magazynu literackiego „Observator Cultural” oraz Nagrodę Licealistów przyznawaną na Międzynarodowym Festiwalu Literatury i Przekładu FILIT w Jassach. Książka została przetłumaczona na język francuski, hiszpański, niemiecki, bułgarski i norweski. W Hiszpanii była nominowana do kilku prestiżowych nagród literackich i zdobyła wiele wyróżnień. Najnowsza powieść autorki, Grădina de sticlă (Szklany ogród), otrzymała w 2019 r. Europejską Nagrodę MałeckiAbsolwent filologii rumuńskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Dla Wydawnictwa Książkowe Klimaty przełożył Bliskość Marina Mălaicu-Hondrariego (2015) oraz Od dwóch tysięcy lat Mihaila Sebastiana (2020). Mieszka w ranka, gdy nienawidziłem jej bardziej niż kiedykolwiek, mama skończyła trzydzieści dziewięć lat. Była mała i gruba, głupia i brzydka. Najbardziej bezużyteczna ze wszystkich matek, jakie dotąd istniały. Przyglądałem się jej przez okno: sterczała przed bramą szkoły jak żebraczka. Zabiłbym ją odłamkiem myśli. Obok mnie, cisi i spłoszeni, przechodzili rodzice. Smutna zbieranina sztucznych pereł i tanich krawatów, która przylazła, żeby zabrać swoje nieudane dzieci, schowane tu przed światem. Oni chociaż się wysilili i weszli do środka. Mama miała gdzieś i mnie, i to, że jednak ukończyłem się jej pomęczyć przez jakąś godzinę. Obserwowałem, jak najpierw drepcze nerwowo tam i z powrotem wzdłuż ogrodzenia i jak potem stoi w miejscu, niemal płacząc – niby ktoś, komu wyrządzono wielką zszedłem nawet wtedy. Przylgnąłem twarzą do okna i gapiłem się na nią, aż wyszli wszyscy uczniowie – łącznie z Marsem na wózku i sierotami, na które poza szkołą czekały tylko narkotyki albo zakłady mój najbliższy przyjaciel, pomachał do mnie i krzyknął, żebym w wakacje nie popełniał samobójstwa. Był z rodzicami, którzy w mgnieniu oka sprzedaliby go na organy, gdyby się nie bali, co ludzie powiedzą. Mama Jima, ładna i perłowa, w modnie wycieniowanej fryzurze, śmiała się długo z uniesionym podbródkiem. Zaśmiała się też nasza psychotyczna wychowawczyni, i nauczyciel od matmy, i dyrektorka – jedyna normalna osoba w całej szkole. Właściwie to wszyscy zanieśliśmy się śmiechem, jakbyśmy usłyszeli dobry żart – bo naprawdę to był dobry żart. Nie musieliśmy udawać, gdy byliśmy wśród ostatni dzień szkoły nasi nauczyciele i tak rechotaliby ze wszystkiego, byle tylko zobaczyć, jak wyjeżdżamy. Jeśli nie na zawsze, to przynajmniej na lato – czas, kiedy połowa z nich próbowała znaleźć sobie inną pracę. Niektórym się udawało i wtedy znikali bez śladu. Inni, ci mniej obrotni, każdej jesieni musieli jednak wracać i stawać naprzeciw tych samych diabolicznych uczniów, których tak nie znosili i których się bali. Odkleiłem twarz od szyby jak zużytą kalkę. Wreszcie byłem wolny, a moja przyszłość prezentowała się wzniośle niczym udekorowany powoli iść schodami w dół. Na drugim piętrze przystanąłem obok gabinetu psychiatryczki i na ścianie wyryłem kluczami „KURWA”. Gdyby ktoś mnie zauważył, powiedziałbym, że to moje podziękowania za wszystkie lata konsultacji. Korytarze były jednak opustoszałe – jak po trzęsieniu ziemi. W naszej szkole nie zagrzewały miejsca nawet parterze, jak psia kupa, tkwił Kalo, mój drugi przyjaciel. Palił papierosa, czekając na jakąś dalszą ciotkę, która miała go wziąć na tydzień do siebie. Mama Kalo wyjechała do Hiszpanii, żeby masować ruskiego oligarchę – to wersja Kalo, oczywiście. Wszyscy poza nim wiedzieli, czym zajmuje się jego matka, ale nie mówili o tym, bo był z niego porządny chłopak. Serio. Nieco opóźniony, ale go, co będzie robił po wizycie u ciotki, a przed naszym wypadem do Amsterdamu. Odparł, że nie będzie robił niczego. Czyli jak my wszyscy. Byliśmy niczym, robiliśmy nic. Podczas wszystkich lat w tej szkole nie słyszałem ani razu, żeby jakiś kolega chwalił się wakacjami, tak jakby oprócz szaleństwa dotknął nas też trąd. Wystarczało nam, że mogliśmy spędzić lato spuszczeni ze smyczy i bez kagańca. Po co jeszcze je opłacać? Nagle poczułem wstręt do Kalo, do Jima, do siebie. Ludzkie strzępy – oto czym byliśmy. Polipy i cysty, w dodatku już usunięte. A zgłaszaliśmy pretensje do bycia żywymi nerkami i sercami. Zawsze lubiłem anatomię. Pewnie mam to po mamie, która powinna była uczyć w szkole biologii, a która została sprzedawczynią precli. Po tacie nie mam że Kalo jest nieco oklapły i że unika mojego wzroku, więc zatrzymałem się przy nim i wypaliliśmy razem papierosa. Potem przypomniałem sobie jego siostrę, która w Irlandii wyszła za jakiegoś farmera. Spytałem, dlaczego nie pojedzie do niej zamiast do ciotki. Wytłumaczył mi jak idiocie: jedzie, no jasne, że jedzie, siostra już mu wysłała limuzynę, przecież nie może się doczekać, żeby trzymać u siebie „pomyleństwo”. Na pożegnanie trzepnąłem go w głowę i powiedziałem, że widzimy się za dwa tygodnie na dworcu i że ma nie przewalić wszystkich pieniędzy. Kalo odparł po prostu, że gdy tylko mnie zobaczyła, zaczęła krzyczeć, żebym ruszał się szybciej, bo nie opłaciła parkingu. Wyciągnąłem kolejnego papierosa i paląc, wsiadłem do samochodu.– Znowu palisz trawkę, znowu palisz trawkę – usłyszałem, jak mówi pod okno i splunąłem w kierunku szkolnej bramy. Szkoła za nami zaczęła się zmniejszać – razem z tymi siedmioma latami życia, tak głupio tam przegranymi. Nic się nie zmieniło. Mika wciąż była martwa, a ja nadal chciałem bić innymi defektami mama była zawsze olśniewająco biała, tak jakby przed snem ściągała skórę i przez noc trzymała ją w wannie ze śmietaną. Jej skóra nie miała żadnej zmarszczki ani pieprzyka. Nie wydzielała zapachu, nie miała włosów ani innych śladów normalności. Zastanawiałem się czasem, czy mama nie jest tylko ożywionym kawałkiem pach wyrastały jej dwie piersi, przypominające piłki do rugby wycelowane w różne kierunki, a z głowy – włosy lalki, na ogół splecione w syreni warkocz. Ten jej warkocz doprowadzał mnie do szału, był też ulubionym tematem dyskusji chłopaków ze szkoły.„Syrena w rui”, gadali o niej wszyscy, zarykując się ze śmiechu, gdy przychodziła odebrać mnie po lekcjach. Tata nazywał ją „głupią krową”. Nowa kobieta taty – „kiełbasą”. I tylko ja musiałem do niej mówić „mamo”.Do dziś zresztą – a jestem teraz niemal w tym samym wieku co ona wtedy – nie spotkałem gorzej ubranej kobiety. Nawet w ciągu tych dwóch lat, gdy po wypadku mieszkałem w pobliżu fabryki przetworów rybnych na północy Francji. Wyobraźcie sobie setkę brzydkich kobiet co dzień ubierających się tylko po to, by zabijać kraby, krewetki, langusty i inne paskudztwa. Mama ubierała się jeszcze żałośniej. Była też brzydsza. W swoich spodniach, bluzkach i halkach wyglądała pokraczniej niż wszystkie pracownice fabryki i śmierdzące skorupiaki razem mógł, w ułamku sekundy zamieniłbym ją na jakąkolwiek inną matkę. Chociażby na matkę pijaczkę, albo i na taką, która dzień w dzień spuszczałaby mi manto. Pijatyki i lania musiałbym znosić tylko ja, podczas gdy szkaradność i syreni warkocz zobaczyć mógł każdy. Widziały je chłopaki ze szkoły. Widzieli je nauczyciele i wszyscy z sąsiedztwa. Najgorsze jednak, że widziała je gdy wieczorem wracaliśmy po lekcjach do domu – ja nie odzywając się całą drogę, ona nieprzerwanie papląc bzdury – nie mogłem jej ścierpieć. Miałem ochotę upchnąć ją w pralce i nastawić program gotowania. Zamknąć w zamrażarce i wyciągnąć stamtąd rozkruszoną. Napromieniować. W tamtych chwilach, gdy pod powiekami migały mi wykrzywione od śmiechu twarze kolegów i maślane oczy Jude, gustującej w sprośnych żartach chłopaków, chciałem widzieć mamę że wszyscy się ze mnie śmieją. Że chłopaki spluwają, gdy przechodzę w pobliżu, a Jude mną pogardza. Że jestem niczym i że byłoby przyzwoiciej, gdybym poszedł sobie w cholerę i się utopił albo powiesił, albo zastrzelił, albo cokolwiek innego. Ponieważ wszystko byłoby lepsze od bycia tym, czym byłem: odrażającym wytworem niedorzecznie białego tym, co wniósł w moje życie ojciec, wolałem nawet nie myśleć. Na samo jego wspomnienie zbiera mi się na wymioty. Tata pozbył się mamy, porzucając ją dla jednej Polki z kolczykiem w języku. Rozwiódł się, bo gdyby ją zabił – jak wolał i jak byłoby szybciej – trafiłby do pudła. Mnie też by zabił, gdyby nie był pewien, że i tak wkrótce był szybki i korzystny dla niego. Mama, frajerka, myślała jednak, że to ona wygrała. Przez tydzień wydzwaniała do jedynej przyjaciółki, sprzedawczyni, i opowiadała, jak to zmiażdżyła i unieszczęśliwiła tego dupka, skoro udało jej się mnie zatrzymać przy sobie. Jedynie babcia wiedziała, co jest grane, choć nie pisnęła mamie ani słowa. „Niech też się z czegoś cieszy – rzuciła do mnie. – Daj spokój”.Nie chcę sobie nawet wyobrażać, jak bardzo cieszył się tata, gdy usłyszał werdykt. Pewnie ze szczęścia zrobił pod siebie. W jednej chwili pozbyć się dwojga ludzi, za których śmierć byłbyś gotów zapłacić – niezły fart jak na zwykłego kierowcę przedstawiała się mama tego ranka, gdy ukończyła trzydzieści dziewięć ją na przemiał, a zacząłbym od włosów. Tylko jedna rzecz nie pasowała w całej tej historii – oczy. Mama miała zielone oczy, tak piękne, że marnowanie ich na tę sfermentowaną twarz wydawało się grubą mamy były błędem5Dalsza część dostępna w wersji pełnejSpis treści:OkładkaKarta tytułowaRozdział 1Rozdział 2Rozdział 3Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6 Rozdział 7 Rozdział 8 Rozdział 9 Rozdział 10 Rozdział 11 Rozdział 12 Rozdział 13 Rozdział 14 Rozdział 15 Rozdział 16 Rozdział 17 Rozdział 18 Rozdział 19 Rozdział 20 Rozdział 21 Rozdział 22 Rozdział 23 Rozdział 24 Rozdział 25 Rozdział 26 Rozdział 27 Rozdział 28 Rozdział 29 Rozdział 30 Rozdział 31 Rozdział 32 Rozdział 33 Rozdział 34 Rozdział 35 Rozdział 36 Rozdział 37 Rozdział 38 Rozdział 39 Rozdział 40 Rozdział 41 Rozdział 42 Rozdział 43 Rozdział 44 Rozdział 45 Rozdział 46 Rozdział 47 Rozdział 48 Rozdział 49 Rozdział 50 Rozdział 51 Rozdział 52 Rozdział 53 Rozdział 54 Tytuł oryginału: Vara în care mama a avut ochii verziRedakcja: Olga CzernikowKorekta: Szczepan Kulpa, Magdalena WołoszynOpieka redakcyjna: Urszula PieczekProjekt okładki: Anna WaligórskaProjekt układu typograficznego: Mimi Wasilewska© Copyright by Editura Cartier, 2016© Copyright for the Polish translation by Dominik Małecki, 2021© Copyright for the Polish edition by Książkowe Klimaty, 2021Dofinansowano ze środków Rumuńskiego Instytutu Kultury w BukareszcieISBN 978-83-66505-33-9Książkowe [email protected]Promocja: [email protected]Sprzedaż: [email protected]Na zlecenie przygotowała Katarzyna Rek
Posłuchaj w serwisach cyfrowych: https://PolskieNagrania.lnk.to/CzerwoneGitary „Takie ładne oczy”Muzyka: Seweryn Krajewski Słowa: Marek DagnanPolskie NagraniTak cudowne oczy miała że poznać się chciało inne atrybuty jej ciała Zobacz wpisy
Listen to unlimited or download Miał Takie Piękne Oczy by Shazza in Hi-Res quality on Qobuz. Subscription from $16.66/month.W niespełna dwa miesiące od premiery wideoklipu do piosenki pt. ,,Miał takie piękne oczy”, która ujrzała światło dzienne dokładnie 21 maja 2016 roku, w serwisie YouTube pojawił się pierwszy milion. Listen to discovery playlists featuring Miał takie piękne oczy - Shazza by Zespół muzyczny TEQUILA on desktop and mobile.
Staś był bardzo wysokim i silnym chłopcem, co wyróżniało go wśród jego rówieśników. Był bardzo wysportowany, gdyż jeździł konno oraz pływał. Staś miał jasne włosy oraz piękne oczy koloru błękitnego. Chłopiec był bardzo wesoły, przez co zyskał sobie wiele przyjaciół. Miał w sobie dużo optymizmu oraz energii.